

Jerzy Wójcik
Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.
holocaustpartnership.eu
Nie obyło się bez drobnych nietaktów czy omyłek – takie sytuacje zdarzają się zawsze i mogły sprawić, że niektóre osoby poczuły się dotknięte. Pozostawiam to jednak na marginesie, ponieważ całość tego trzygodzinnego wydarzenia z okazji 81. rocznicy wyzwolenia obozu Auschwitz, stała na niezwykle wysokim poziomie. Choć w tym roku nie byłem fizycznie obecny na miejscu, transmitowane wydarzenie zrobiło na mnie ogromne wrażenie.
Konstanty Gebert podczas panelu dyskusyjnego w trakcie uroczystości wypowiedział ważną tezę: „Muzea są miejscami bezpiecznymi. Do nich przychodzimy, aby zobaczyć przeszłość w gablocie.” I jest to teza niezmiernie istotna. Muzea, jako instytucje, w większości powołane są do tego, by dawać świadectwo historii. Tylko w rzadkich przypadkach nawiązują do teraźniejszości, a już na pewno nie są tworzone po to, by systematycznie poszukiwać paraleli pomiędzy faktami historycznymi a wydarzeniami bieżącymi. Z natury rzeczy służą do tego inne podmioty: centra badawcze, think tanki, instytucje analityczne czy – w bardziej odważnych przypadkach – uniwersytety. Muzea w większości nie do tego są projektowane. A jednak, w moim przekonaniu, Muzeum Auschwitz po raz pierwszy tak wyraźnie pokazało podczas 81. rocznicy, że ma aspirację, by tę granicę świadomie przekroczyć – że chce podjąć taką rolę i że przy odpowiednim wsparciu jest w stanie udźwignąć związaną z nią odpowiedzialność. Dlaczego więc te obchody były wyjątkowe?
Co najmniej cztery elementy wyraźnie je wyróżniały.
1. Brak polityków. Przemówienia polityczne w ogromnej części mają jasno określony cel manipulacyjny. I nawet jeśli podczas uroczystości takiej jak rocznica wyzwolenia Auschwitz nie dochodzi do nachalności, to w najlepszym przypadku pojawia się epatowanie spłyconymi konstruktami retorycznymi, które w istocie niczego nie wnoszą. Zabrakło więc typowego scenariusza: wyjścia na scenę prezydentów i polityków oraz odtworzenia ustalonego kanonu protokolarnego. I należy się z tego cieszyć. Ta uroczystość została uwolniona od polityków, manipulacji i pustych frazesów – i mam wrażenie, że nikt za nimi tam nie tęsknił. Przestrzeń została natomiast wypełniona szczerymi i ważnymi słowami, które padły z ust tych najważniejszych: Świadków Historii.
2. A Świadkowie Historii stanęli na wysokości zadania – mówili o teraźniejszości i przyszłości. Nie starali się wracać do wspomnień samych w sobie, lecz wykorzystywali je do zarysowania horyzontu wartości, który powinien oddziaływać na nas wszystkich dziś i w przyszłości. I wyobrażam sobie, że musiało to być niezwykle trudne. Nikt z nas nie jest w stanie pojąć, jak często i jak intensywnie świadkowie historii muszą sięgać pamięcią do tych wydarzeń. Tym bardziej że przez ostatnie dekady sami ich o to prosiliśmy – organizując spotkania z młodzieżą i niejako „zmuszając” ich do ponownego zanurzania się w bólu, raz za razem. Tym razem jednak padały sformułowania wyraźnie antywojenne, ogólnoludzkie, wychodzące poza sferę wspomnień. To właśnie te dwa elementy pozwoliły stworzyć platformę łączącą niezwykle ważne komponenty: silny i wyrazisty głos świadków historii oraz głosy liderów, intelektualistów i przedstawicieli „młodszego” pokolenia, które dziś tłumaczy i ekstrapoluje te wartości na otaczającą nas rzeczywistość.
Bernard Offen – którego doświadczenie przejścia przez pięć obozów oraz poświęcenie całego życia upamiętnieniu Holokaustu nadają jego słowom szczególny ciężar – zamknął tę sekwencję wystąpień w sposób niezwykle emocjonalny, a jednocześnie klarowny: „Niech pamięć nie będzie ciężarem, niech stanie się światłem, które poprowadzi nas w ciemności.” Trzeba znać Bernarda Offena, by w pełni zrozumieć, jak głęboko humanistyczne było to przesłanie. Doświadczony przez Holokaust jako Żyd, zawsze zabiera głos z żydowskiej perspektywy – lecz mówiąc o otaczającej nas rzeczywistości, konsekwentnie przyjmuje perspektywę ogólnoludzką.
3. Wystąpienia w budynku Sauny i rozmowy panelowe. Trzecim elementem była forma ceremonii, która zerwała z logiką monumentalnego upamiętnienia. Przeniesienie głównego wydarzenia do budynku tzw. Sauny – miejsca głęboko osadzonego w lesie Birkenau – radykalnie zmieniło sposób artykulacji wypowiadanych słów. Zamiast przemówień adresowanych abstrakcyjnie „do świata” pojawiło się skupione zgromadzenie w przestrzeni, która pamięta fizyczność obozowego doświadczenia: proces rejestracji, dehumanizacji i odzierania z tożsamości. To nie jest architektura dla patosu ani deklaracji, lecz dla uważności, intymności i odpowiedzialności. W tej przestrzeni nie trzeba było mówić głośno – każde zdanie niosło większy ciężar.
Ten format został dodatkowo wzmocniony przez rozmowy panelowe, które przełamały – można by rzec – rytualny charakter rocznicy. Zamiast jednokierunkowego przekazu pojawiło się przestrzeń dialogu między doświadczeniem świadków historii a refleksją historyków, intelektualistów oraz praktyków pracy z pamięcią i prawami człowieka. W tym sensie rocznica stała się nie tyle ceremoniałem, ile forum, w którym przeszłość została potraktowana jako zobowiązanie, a nie jedynie jako dziedzictwo.
I to jest właśnie nowatorska i adekwatna w formie konstrukcja wydarzenia. 81. rocznica wyzwolenia obozu Auschwitz nie była jedynie upamiętnieniem czy rytualnym złożeniem wieńców – stała się żywą debatą, platformą, która zarówno identyfikuje problemy, jak i – w ogólnym zarysie – próbuje nakreślić kierunki dalszego myślenia. I to nie tylko w sprawach bezpośrednio związanych z Holokaustem. Być może nie zawsze trzeba organizować pompatyczne, kosztowne uroczystości. Być może bardziej kameralne spotkanie w tak historycznie naznaczonej przestrzeni, jak budynek Sauny na skraju Birkenau, w pełni wystarcza.
4. Duch odpowiedzialności za przyszłość - to jest to, co dało się odczuć (na ile transmisja online na to pozwalała). Czwartym, być może najważniejszym doświadczeniem tych obchodów – będącym konsekwencją trzech wcześniejszych punktów – było wyraźne poczucie, że całość nie jest wyłącznie introspekcją w przeszłość. Oczywiście obecne były żałoba, szacunek, cisza i świadomość skali zbrodni – było to odczuwalne w każdej wypowiedzi. Jednak na głębszym poziomie dało się wyczuć ducha odpowiedzialności za przyszłość. W przemówieniach i panelach dyskusyjnych powracał wątek, że sens zachowania tego miejsca nie wyczerpuje się w pamięci o tym, co było, lecz realizuje się w pytaniu, co jesteśmy gotowi zrobić dziś, aby logika odczłowieczania nie powróciła w nowej formie.
O tym właśnie mówił dyrektor Muzeum Auschwitz, Piotr Cywiński, w swoim przemówieniu, wskazując na fundamentalną rolę doświadczenia i pamięci. Jednak nie tylko treść jego słów miała znaczenie. Mówił swobodnie – na tyle, na ile może mówić dyrektor Auschwitz w dniu tak podniosłym jak rocznica wyzwolenia. Odniosłem osobiste wrażenie, że spadł z niego ciężar presji związanej z politycznym wymiarem obchodów. Rok wcześniej, podczas ogromnych zgromadzeń w Miejscu Pamięci Auschwitz, obecni byli najważniejsi przywódcy i prezydenci świata. Byłem na tamtych uroczystościach i pamiętam poczucie uczestnictwa w wydarzeniu monumentalnym, które jednak – mimo swojej skali – nie pozostawiło we mnie wyraźnego przesłania merytorycznego.
Tym razem było inaczej. To, co Piotr Cywiński powiedział, miało ogromne znaczenie: doświadczenie przeszłości i pamięć powinny dziś pełnić funkcję ostrzeżenia oraz punktów odniesienia w momentach niebezpiecznych i niestabilnych. To stwierdzenie jest niezwykle otwierające, ponieważ – w moim przekonaniu – przesuwa akcent na aspekt, o którym mówię od wielu lat: prewencyjność w nauczaniu o Holokauście i w rozumieniu przesłania, jakie Holokaust niesie.
Pamięć oraz wnioski płynące z przeszłości powinny nas uwrażliwiać na moralny obowiązek reagowania w chwili, gdy pojawiają się pierwsze znaki ostrzegawcze. Doświadczenie tamtych wydarzeń pozwala nam – a przynajmniej powinno pozwalać – trafniej rozpoznawać symptomy nadchodzącej zbrodni, procesy społeczne i polityczne, które nieuchronnie prowadzą do ludobójstwa. Zarówno doświadczenie, jak i pamięć są w tym sensie niezastąpione.
W moim przekonaniu to właśnie na ich podstawie powinniśmy wypracować zestaw norm i zasad, które mogłyby stanowić swoisty kodeks postępowania w czasach kryzysu i przełomu, gdy populistyczne rozwiązania zaczynają dominować nad odpowiedzialnością. Przeszłość uczy nas, dokąd prowadzą określone procesy społeczno-polityczne. Warto przy tym podkreślić, że podobną pracę od lat wykonuje środowisko Gregory’ego Stantona, autora koncepcji dziesięciu etapów prowadzących do ludobójstwa, którego organizacja Genocide Watch monitoruje współczesne konflikty na świecie właśnie pod tym kątem.
Niezmiernie ważnym głosem był pesymistyczny głos Konstantego Geberta, który bez ogródek mówił o poniesionej kolosalnej i fundamentalnej klęsce. O klęsce rozumianej w ten sposób, że „nigdy więcej” oznacza dziś w gruncie rzeczy jedynie tyle, iż nigdy więcej nie dojdzie do eksterminacji Żydów z rąk Niemców. Nie ma w tym szerszego, uniwersalnego wniosku – a my jako wspólnota nie wyciągnęliśmy wystarczających lekcji z tamtego doświadczenia.
Pesymizm Geberta nie zrujnował jednak atmosfery tego wydarzenia. Przeciwnie – ten pesymizm uzmysławia nam, jak wiele pozostaje jeszcze do zrobienia. Nie jesteśmy na końcu drogi, jeśli chodzi o wiedzę i zrozumienie Holokaustu. Nie jesteśmy nawet w połowie. Na tym tle szczególnego znaczenia nabierała kompozycja doboru panelistów: Konstanty Gebert, Jacek Stawiski, David Silberklank z Yad Vashem a także pracownicy Muzeum – Paweł Sawicki, Piotr Setkiewicz i Igor Bartosik. To zestawienie pozwoliło jednocześnie dotknąć tematów stricte historycznych, przekazu świadków historii, wyzwań związanych z cyfryzacją i AI, a także problemu fake contentu i dezinformacji w przestrzeni internetowej. Innymi słowy, była to trzygodzinna sesja, która w sposób niezwykle komplementarny zmierzyła się z problemami, z jakimi dziś boryka się nauczanie o Holokauście.
***
To przesunięcie – od samej kontemplacji przeszłości ku refleksji nad teraźniejszością i przyszłością – sprawia, że tegoroczne obchody można traktować jako moment przełomowy. Muzeum Auschwitz nie tylko przypomniało, co się tu wydarzyło, ale także zasugerowało, że ma prawo – a być może i obowiązek – zabierać głos w sprawach współczesnych: języka nienawiści, dehumanizującej propagandy, przemocy wobec mniejszości czy manipulacji historią. W tym sensie 81. rocznica jest wyraźnym sygnałem: pamięć o Auschwitz dojrzewa do roli aktywnego punktu odniesienia, a nie tylko muzealnej gabloty. Dlatego można odnieść wrażenie, że uczestniczyliśmy nie w kolejnym upamiętnieniu, lecz w otwarciu nowego rozdziału w sposobie, w jaki to miejsce rozmawia dziś z resztą świata.
Nie – nie jest rolą Muzeum Auschwitz, aby wskazywać palcem konkretne aspekty współczesnej rzeczywistości. Nie jest jego zadaniem dokonywanie dosadnych porównań ani formułowanie oskarżeń wprost, twierdząc, że dehumanizacja ludzi w czasach obozowych i przedobozowych jest tym samym, co dehumanizacja określonych grup etnicznych dzisiaj. Nie jest też rolą Muzeum, by mapować mechanizmy prowadzące do ludobójstwa i mówić: tu jest analogia, a tu znak ostrzegawczy – choć od takich porównań nie uciekał Konstanty Gebert. Muzeum pozwoliło sobie jednak na coś innego: na stworzenie intelektualnej architektury myślenia o tych paralelach w sposób ogólny. Co więcej, użyło niezwykle mocnego przekazu płynącego od świadków historii: bądźcie odważni. I powtórzę, przywołując słowa Bernarda Offena, którego mam zaszczyt znać osobiście: “niech ta historia i moje doświadczenie będą światłem, a nie ciężarem”.
W tym sensie Muzeum wyszło daleko poza swój tradycyjnie rozumiany mandat. I osobiście cieszę się, że pozwoliło sobie ten mandat przekroczyć. Jednocześnie mam poczucie, że jest to znak naszych czasów: być może dotarliśmy do granicy „normalności”, a instytucje, które powinny stać na straży wartości uniwersalnych, wartości naszej cywilizacji oraz rzetelnej analizy procesów społeczno-politycznych – zawodzą. Muzeum Auschwitz, choć nie zostało do tego powołane, wchodzi w tę rolę i robi to w sposób przekonujący. To jednak, co zrobiło Muzeum, nie zwalnia nikogo z odpowiedzialności – przeciwnie, jest asumptem do działania dla nas wszystkich, do pogłębienia i uszczegółowienia dyskusji o kondycji naszych społeczeństw i cywilizacji zachodniej.
To uszczegółowienie jest dziś niezbędne. Musimy przejść od treści ogólnych do treści konkretnych. Dlaczego? Ponieważ jestem przekonany, że wiele kwestii o zasadniczym znaczeniu bywa odmiennie rozumianych w społecznościach żydowskich i nieżydowskich. Samo sformułowanie „nigdy więcej” jest dziś interpretowane w radykalnie różny sposób przez różne środowiska. To pogłębienie refleksji może dokonywać się przy udziale Muzeum Auschwitz – albo już poza nim. Najważniejszy jest jednak impuls. I tu raz jeszcze chcę to podkreślić: 81. rocznica wyzwolenia obozu Auschwitz była spektakularna, wyjątkowa i głęboko zapadająca w pamięć.